Ta strona używa cookies
sprawdź politykę prywatności

Rozumiem

PD#7 – Dlaczego bloguje mniej? Programista, celebryta czy przedsiębiorca?

19/2/2020
Bartek Cis

To kompletnie luźny wpis. Ani jednej linijki kodu. Bardziej o stresie i tym jak zarządzać swoją ‘karierą’ w IT. Kilka przemyśleń w tym temacie.

Czego się dzisiaj dowiesz?

Dowiesz się co myślę o rozwoju kariery w IT. Jak zrobić tak, żeby generalnie czuć się dobrze i być spełnionym. Unikać stresu.

Jak poradzić sobie z głosem z tyłu głowy mówiącym – “Robisz za mało!” albo tym “Robisz za dużo!” albo jeszcze innym “To co robisz jest bez sensu!”. Jeśli takich głosów nie doświadczasz to nie czytaj 😀 Idź sobie nalej soku albo zrób kawę. Nic nie stracisz.

No i będzie też osobisty wątek czyli dlaczego nie byłem specjalnie aktywny w ostatnich miesiącach

Dziennik Pokładowy

Otwieram oczy. Kolejny dzień z mojego życia. Pasuje się ogarnąć i iść do pracy. WOW, to już czwartek… W sumie dobrze bo już niedługo piątek. Człowiek który wymyślił weekend był genialny!

Ale, ale… Czy to ważne jaki jest dzisiaj dzień? W zasadzie każdy jest taki sam… Tak samo zajebisty. Przecież robię internety.

Ja i 2019

Zacznę od wątku osobistego bo tak będzie łatwiej gładko wejść w temat. 

Ktoś kto nie jest programistą powiedziałby, że mam nierówno pod sufitem (i jest w tym trochę racji) ale wielu/e z Was dobrze zrozumie słowa które teraz napiszę. Pierwsze 3 kwartały 2019 roku były dość monotonne – praca – kodzenie, wieczory – kodzenie/blogowanie, weekendy – kodzenie/blogowanie. 

Ciągle czułem potrzebę uzupełniać braki w wiedzy, pisać treści które będą wnosiły jakąś wartość do polskiej społeczności (serio, taka trochę misja). Główny cel to być lepszym i zarabiać więcej kasy. Nie byłem nawet na żadnych wakacjach specjanych tylko kursowałem między Londynem a Polską gdzie też były różne sprawy do ogarnięcia.

Praca, praca, praca. Żeby nie zwariować to czasem wyskoczyłem na imprezę lub nagrałem jakiś kawałek rapowy 😀

Zmiana z Angulara do React’a

Plan był, że na jesieni zmieniam pracę. Chciałem zacząć pracować w React’cie bo rynek kontraktorów React w Londynie jest po prostu zaje****sty. W tym roku weszło nowe prawo i generalnie Brexit więc regulacje zmieniły się na gorsze ale naprawdę dobry JS’owiec z Reactem potrafi zarobić 800-1000GBP dniówki! Powiedz mi, że nie warto 🙂 I po co wyjeżdżać do Doliny Krzemowej?

Ale… komercyjne doświadczenie miałem w Angularze i JS’ie więc wiele rozmów było takich, że wszystko spoko ale szukamy komercyjnego doświadczenia w React 🙂 Przerobiłem większość kursów na FrontEnd Masters w temacie więc mogę powiedzieć, że uczyłem się od najlepszych ale kursy to zawsze tylko kursy.

Ostatecznie musiałem się napocić trochę więcej niż myślałem żeby zmienić tą pracę (tak z miesiąc od samego początku do samego końca + 3 miesiące przygotowań) ale wylądowałem w niemal idealnym dla siebie ekosystemie na ten moment za kasę jaką chciałem 😀 Tak jakby ktoś nade mną czuwał.

Balonik pęka!

Cel strategiczny na 2019 został osiągnięty i zeszło ciśnienie. Poczułem spokój którego nie czułem od dłuższego czasu ale poczułem coś jeszcze… zmęczenie.

Najzwyczajniej w świecie nie czułem potrzeby siadać wieczorami do kodu, nie chciało mi się spędzać weekendów w książkach czy pobocznych projektach. Nie chciało mi się pisać żadnych nowych treści na bloga. Ktoś by powiedział: “Osiadłeś na laurach!”. Tak to prawda.

Wypalenie

Kiedyś byłem Geofizykiem. Nie byłem wtedy do końca szczęśliwy – z różnych powodów. Czułem jak wtedy z czasem rośnie we mnie napięcie. Coś co współcześnie nazywa się stresem. Ostatecznie doprowadziło to do wypalenia. Nie miałem wtedy ochoty mieć nic wspólnego z tym czemu poświęciłem kilka lat swojego życia.

Potem pierwsze kroki w IT. Założyłem z kolegą mały software house. Położyliśmy pierwszy poważniejszy projekt. Straciłem całą kasę i po raz kolejny byłem na lodzie. Znowu stres.

Na jesieni czułem, że czas powiedzieć stop. Potrzebujesz przerwy bo znowu pójdziesz tym samym, znanym szlakiem…

Zarządzanie stresem

Możesz teraz zadać sobie pytanie?

I po co piszesz te wszystkie pierdoły? Żalisz się czy coś?

Nie, nie żalę się bo jestem teraz z siebie zadowolony 😀 Ale historii podobnych do mojej są tysiące. Chodzi generalnie o proces który najłatwiej mi opisać na własnym przykładzie.

Oczekiwania życiowe

Pokolenia naszych rodziców czy dziadków nie za bardzo nawet znały słowo stres. Żyli życiem takim jakie było. Robili swoje, płakali, tańczyli, zakładali rodziny. Przeżywali sukcesy i porażki. Takie były wtedy modele społeczne. Żyli w swoim naturalnym ekosystemie.

Dzisiaj bombardują nas wizerunkami ideału – piękno, luksus, pieniądze. Porównujemy się do najlepszych ale nie wszyscy jesteśmy tacy. Tak naprawdę mało kto jest taki a mimo wszystko ten cały miraż żyje w naszych głowach.

“Ta kobieta nie jest dla mnie wystarczająco dobra”, “Ten facet na mnie nie zasługuje” itp…

Dookoła niespełnione oczekiwania. W Twoim ciele tworzą się napięcia. W Twojej głowie myśli się kotłują coraz mocniej. Czas mija i zadajesz sobie pytanie w którym momencie coś poszło nie tak? Jeśli to na jakimś poziomie dotyczy Ciebie to…

Wyluzuj

To najlepszy sposób żeby sobie z tym poradzić 🙂 Czasem trzeba zwolnić i to jest naprawdę OK. I nie chodzi o to żeby nic nie robić. Możesz robić naprawdę dużo, pracować, planować, budować, tworzyć itp. tylko po prostu się przy tym nie spinaj

Nie bierz tego wszystkiego tak do siebie. To wszystko tylko jakiś rozdział w Twoim życiu, przygoda. Znajdź coś co Ci będzie o tym przypominać – rodzina, związek, hobby. Znajdź swój sposób żeby wyluzować. Nie ma jednej recepty. Ja się ciągle tego uczę.

CD Project Red i medytacja

Kto nie słyszał o medytacji? To jedna z tych rzeczy o której tak dużo się mówi ale tak mało robi 🙂 A nawet jak się robi to nie działa.

Przez lata próbowałem różnych sposobów ale zawsze kończy się tak samo – włącza się gonitwa myśli, zasypiam albo po prostu idę robić coś innego. Nie chcę się powtarzać ale generalnie nie działa.

Całkiem przypadkiem trafiłem na wywiad Łukasza Jakubiaka (fanem specjalnym nie jestem ale doceniam pracę) z Michałem Kicińskim z CD Projektu. Wiadomo, chłopaki od Wiedźmina to mega kozaki a ich wyczyny elektryzują publikę. Materiały z nimi się po prostu połyka.

Vipassana

Michał opowiada o medytacji którą stosuje. Postanowiłem spróbować i dosyć szybko powiedziałem: ‘WOW’! Po raz pierwszy to naprawdę zadziałało. Dlaczego?

Warstwy szlamu

Ja to opisuje w ten sposób:

Jesteśmy dziećmi – małe istotki szczęśliwe i kwitnące z definicji. Pełne wigoru, ciekawe życia itp… 

Z czasem nabieramy rozmaitych przekonań. Wiele z nich to całkowicie absurdalne paradygmaty ale je akceptujemy. Nie będę daleki od prawdy jeśli powiem, że generalnie żyjemy we względnie fałszywych przekonaniach

Jeśli coś nie jest prawdziwe i naturalne to powoduje blokady. Jeśli funkcjonujesz w środowisku w którym nie czujesz się dobrze w Twoim ciele tworzą się blokady. Tworzy się stres. Nazwijmy to warstwą szlamu. Żyjesz, a tych warstw jest coraz więcej. Stres się pogłębia. Odbija na zdrowiu.

Dlaczego większość medytacji nie działa?

Bo jeśli chcesz wrócić do stanu harmonii to usuń blokady! Usuń warstwy szlamu. Logiczne prawda?

Ale większość medytacji robi coś wręcz odwrotnego! Opiera się na afirmacjach typu: “Teraz jestem spokojny!”, “Mój umysł jest jak rzeka!”, “Uspokój się!” itp…

Przecież w ten sposób nie robisz nic innego tylko nakładasz kolejną warstwę szlamu! Przecież to g***o prawda! Wcale nie jesteś spokojny! Wcale nie jesteś jak rzeka a na pewno nie czujesz żadnej harmonii!

Słuchaj

Podstawowym założeniem Vippasany jest czucie. Po prostu obserwujesz swoje ciało. Próbujesz odczuć wszystkie bodźce które się pojawiają. Do niczego się nie zmuszasz tylko słuchasz.

Jeśli robisz to dobrze to zauważysz, że napięcia i blokady w ciele zaczną się manifestować. Zaczniesz je odczuwać w losowych momentach w ciągu dnia a kiedy je zrozumiesz one zaczną się uwalniać. Zaczną znikać. Każde jedno uwolnione napięcie to jeden krok do przodu ku równowadze. Jedna warstwa szlamu mniej

Jak kierować swoją karierą?

Jak już rozumiesz, że najważniejsze to wyluzować bo inaczej co najwyżej się nabawisz palpitacji serca w owczym pędzie to spójrzmy na najbardziej oczywiste opcje.

Programista

Jeśli jeszcze nim nie jesteś a chcesz być to droga jest jedna – pisz kod! Ucz się. Jak masz kogoś kto Cię wkręci do pracy to skorzystaj bez wahania. Jak nie to będziesz przecierać szlaki samotnie 🙂

Potem będziesz stawać się już coraz lepszy i podbijać swoją wartość rynkową. Ostatecznie chcesz mieć życie w którym kwestie materialne nie spędzają Ci snu z powiek.

Jestem dobry w tym co robię

Jak już osiągniesz swój szklany sufit w drodze programisty to znaczy, że jesteś w dobrym miejscu w swoim życiu. Zadajesz sobie pytanie, czy naprawdę potrzebujesz więcej pieniędzy? Pieniądze są fajne ale niewiele rzeczy na tym świecie tak zniewala ludzi jak one. Stajesz się ich zakładnikiem i wszystko robisz dla nich. Czy tak ma wyglądać Twoje życie?

Może lepiej po prostu skupić się na podróżach jeśli jesteś po 20-tce albo na miłości (nie szukaj idealnej bo jej nie ma) i rodzinie jeśli jesteś trochę starszy? Stać Cię na to żeby być zwyczajnie szczęśliwym i nie musisz być milionerem (którym i tak zostaniesz za kilka/naście lat jeśli będziesz mądrze inwestował pieniądze). Takie życie jest naprawdę OK. Może nawet jest idealne?

Ale zwykłe projekty mnie nudzą!

To idź do jakiegoś research’u. Pracuj na projektach badawczych najlepiej w dużej firmie bo więcej zarobisz i zazwyczaj masz lepszy dostęp do komercyjnych technologii. 

Jeśli jarają Cię tytuły to rób zaocznie doktorat (żeby mieć hajs) a potem przejdź na full etat na uczelnie albo zostań szefem jakiegoś departamentu w korpo. Tylko nie chcesz być naukowcem który żyje sfrustrowany i z czasem nędznieje na jakiejś uczelni bo słabo zarządza swoim ego. Wyluzuj. Jak tego nie czujesz to tego nie rób.

Mam już dość kodu

I postanawiasz być Project Managerem, Scrum Masterem, Product Ownerem, Bussines Managerem etc…

W wielu branżach to naturalna kolej rzeczy ale przy robieniu softu to taki trochę awans w dół 🙂 Nie zawsze ale czasem tak bywa. Konsekwencją tego wyboru będzie to, że będzie trzeba sobie strzępić język niekoniecznie wtedy kiedy ma się na to ochotę.

Drugim skutkiem ubocznym może być to, że będziesz chciał się wykazać bo na chwilę obecną rynek nie rozpieszcza managerów aż tak jak programistów. Dzień po dniu możesz przechodzić na ciemną stronę mocy… Co przecież miało się nigdy nie stać 🙂

Programista Celebryta

Tak mogą Cię nazywać jeśli zajmiesz się publikacją własnych treści branżowych na internecie – Youtube, blog, social media

Na początku najlepiej robić to po godzinach bo nie spodziewaj się za to kasy. Możesz się też napracować i do nikogo nie trafisz bo jakoś się nie wstrzelisz. Najlepiej robić to po prostu dla fun’u. Na początku.

Monetyzacja

Z czasem możesz też chcieć coś w zamian za masę pracy którą wkładasz. Możesz dostawać jakieś kooperacje od różnych marek (lub je odrzucać) ale twórcy z czasem ewoluują w 3 główne kategorie:

Szkolenia

Ci którzy prowadzą szkolenia za kasę. Jak masz jakąś reputację w branży to dużo łatwiej przyciągnąć ludzi na swoje szkolenia. Czasem może Cię zaprosić firma, czasem sam coś zorganizujesz i można na tym zarobić. Lub wręcz założyć własną szkołę?

Kursy online

Robisz swoje kursy video i wrzucasz na rozmaite platformy e-learningowe. Jak Ci to siądzie i zbierzesz trochę doświadczenia to potem robisz to już na 100% na własnych zasadach żeby nie płacić prowizji.

W Polsce w tej materii króluje Maciek Aniserowicz który wyznacza nowe trendy sprzedaży swoimi kursami. Ale konkurencja nie śpi.

Community

Czyli ludzie którzy nie robią tego dla kasy. Pewnie każdemu by się przydało trochę extra grosza ale z jakiegoś powodu nie chcą lub nie umieją skomercjalizować swojej działalności.

Czasem te materiały to swego rodzaju dziennik czy luźne wrzucanie przemyśleń. W tej kategorii można sobie zbudować specyficzną reputację niezależnego programisty który walczy z mainstreamem 😀

Celebryta. Czy warto?

Możesz się spotkać z komentarzami, że jesteś słabym programistą tylko piszesz/mówisz jakieś pierdoły itp… To normalne ale np. ja nie spotkałem się jakąś falą hejtu czy coś. Generalnie grupa docelowa w tej branży to ludzie którzy nie czują potrzeby wylewania żółci 🙂 Zazwyczaj…

Jak ktoś czyta/ogląda Twoje materiały to daje to mnóstwo satysfakcji. Generalnie dużo ludzi korzysta z Twojej pracy i gdzieś tam z tyłu budujesz swoją dobrą karmę.

Jak będą ludzie gotowi zapłacić za Twoje materiały to nie tylko na tym zarobisz ale też będziesz inspiracją na model biznesowy. Ludzie potrzebują inspiracji.

Przedsiębiorca

Czyli otwierasz swoją firmę i nie wstydzisz się tego tak nazwać. Koniec końców najczęściej kończy się to tym, że po jakimś czasie przestajesz kodzić a Twoja praca polega na okiełznywaniu chaosu. Stajesz się odpowiedzialny nie tylko za siebie ale też za innych.

Nagroda za ten model może być największa ale nic nie przychodzi za darmo. To często jazda bez trzymanki i jeśli chcesz mieć spokojne i dostatnie życie to najprawdopodobniej nie w perspektywie kilku najbliższych lat. 

Modele firm

Trzy najczęściej spotykane to:

Man in the middle

Masz inwestorów z planem biznesowym i szukasz dla nich zespołów programistów. Jesteś takim pośrednikiem i parujesz ze sobą zainteresowane strony. Zgarniasz prowizję i jedziesz dalej. Biznes teoretycznie najłatwiejszy.

Outsourcing

Czyli budujesz aplikacje dla innych. Sprzedajesz roboczogodziny swoje i swoich zespołów – taki software house. Generalnie w Polsce to chyba największa gałąź rodzimego sektora IT. 

Zakładając, że masz know-how to stosunkowo stabilny biznes ale o niskich/średnich marżach. Twoim głównym produktem są tak naprawdę ludzie więc musisz ciągle dbać o to, żeby chcieli z Tobą pracować.

Własny produkt

Coś co jest przedmiotem pożądania wielu… Globalna sława i bajońskie marże. Kto by tego nie chciał? Możesz swobodnie skalować biznes a firma nie musi się rozrastać do wielkich rozmiarów żeby przynosić dobre zyski.

Ale to tak naprawdę przygoda dla najbardziej zdeterminowanych i predysponowanych jednostek. Ciężko powiedzieć czy o sukcesie stanowi to pomysł, realizacja czy po prostu szczęście 🙂 Ostatnio obejrzałem materiał z Jakubem Pawelskim. Ten chłopak to absolutny diament! 

Statystyki mówią, że ponad 90% ludzi która się zabiera za własny start-up na tym nie zarobi (wariant optymistyczny) albo zarobi mniej niż gdyby w tym czasie pracowała na etacie. To jest ten haczyk!

Podsumowanie

Dobra wystarczy tych banałów!

To co warto wynieść z tego artykułu to to, że możliwości jest cała masa. Wszystkie wybory są OK pod warunkiem, że nie zjadają Cię one od środka. 

Stresogenne sytuacje bombardują nas jak radziecka artyleria pod Berlinem. Skuteczne radzenie sobie z nimi jest jedną z najważniejszych umiejętności jakie można obecnie posiadać 🙂 

Cześć jestem Bartek.

Na tym blogu wprowadzę Cię w tajniki Front-Endu i programowania webowego.

Warto
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial