Mój plan działania – cz. 7 – Koniec projektu. I co dalej?

Wielkimi krokami zbliża się weekend majowy. Wielu/e z Was już myśli o planowanych podróżach i z niecierpliwością czeka na nadchodzące przygody. Przy tej okazji napiszę na nieco luźniejszy temat. Opiszę moje przygody i perypetie z ostatnich miesięcy te które opóźniły mój start jako Web Developer. Poznajcie życie współczesnych poszukiwaczy.

Czego się dzisiaj dowiesz?

Dzisiaj opiszę Ci jak wyglądały poszukiwania sejsmiczne w UK w których brałem udział na przestrzeni ostatniego roku. Będzie trochę smaczków i przemyśleń, dużo zdjęć. Fajna i lekka lektura na start weekendu majowego. Bo każda przygoda rozpoczyna się w głowie 🙂

O co w ogóle chodzi?

Ci którzy czytają mojego bloga od dłuższego czasu wiedzą, że z wykształcenia jestem Geofizykiem i w przeszłości zajmowałem się poszukiwaniem złóż przy użyciu sejsmiki. Napisałem o tym nawet całą SERIĘ  wpisów.

W ubiegłym roku gdy przymierzałem się do startu jako Junior Dev dostałem bardzo interesującą ofertę pracy. Wielka Brytania uruchamiała swój lądowy program sejsmiczny i potrzebowała ludzi. Mieszkałem tam kiedyś 3 lata, mam doświadczenie, znam język, znam kulturę. Przydałbym się na pokładzie. Przyjąłem ofertę. Dlaczego?

Kasa jaką oferowali była zaskakująco dobra. Aż nie mogłem uwierzyć, że tyle płacą… Dla porównania w Niemczech za podobną robotę dawali 3 razy mniej… Nie wnikałem…

Robię badania na polu golfowym. Pięknie przystrzyżona trawka.

Ale była też druga kwestia bo nie o pieniądze tylko chodziło przecież niespełna 2 lata wcześniej zostawiłem dobrze płatną pracę w biurze w Londynie. Od wielu lat marzyłem aby pływać na statku sejsmicznym ale przyszedł wielki kryzys i statki poszły na żyletki. Ja najpierw chciałem zostać ekspertem ds. sejsmiki morskiej zdobywając wiedzę w londyńskim biurze a potem wypłynąć na morza i oceany. Nie udało się. Spóźniłem się.

W praktyce spędziłem te wszystkie lata przy biurku. Praca Deva też nie wygląda za bardzo inaczej.

Takie czasy, w sumie to polubiłem jednak z tyłu głowy marzenie o szerokich wodach się przewijało… A tu nagle taki strzał… Może nie do końca to o czym marzyłem ale forma nawet podobna. Może nawet lepsza… Dlaczego?

Prywatne jezioro w posiadłości jednego z Lordów.

Kto jedzie?

Usłyszałem nazwiska ludzi którzy jadą. Kilku kolegów ze studiów i innych poznanych w poprzedniej firmie. Sami swoi. Sami Polacy. Dobra ekipa. Pokażemy tym Angolom na co nas stać 🙂

Brytyjski program sejsmiczny

Wielka Brytania posiada spore złoża ropy i gazu na Morzu Północnym. To te same złoża na których pasie się Norwegia. Podzielili się wodami i wcielili je do swoich terytoriów.

Sęk w tym, że te wody teoretycznie należą do Szkocji nie do Anglii. Szkoci już raz mieli referendum w sprawie wyjścia z UK. Przy takim scenariuszu Londyn traci kontrolę nad złożami…

UK teoretycznie ma wyjść z UE co skomplikuje wiele kwestii odnośnie przepływu towarów i siły roboczej. Nikt nie wie jak to się może skończyć. Do tego Szkoci są pozytywnie nastawieni do UE więc co jak zamiast z UE wyjdą z UK? To tym bardziej gmatwa sytuację Londynu. Trudne czasy idą.

Prywatna szkoła w dawnej posiadłości.

Będąc pytany przez wielu losowych ludzi spotkanych podczas przemierzania terenu: “Dlaczego szukacie tu tych złóż?”, odpowiadałem: “Mądry gospodarz mając piwnicę, chce dokładnie wiedzieć co w niej jest i czego mógłby użyć w razie potrzeby”.

Anglicy jak ten gospodarz postanowili “zbadać” swoją piwnicę i uruchomić program sejsmiczny. Sprawdzić czy, i jakie mają złoża na swoim terenie tzn. terytorium Anglii. Bo biada krajowi który nie ma dostępu do energii…

Wspomniałem wcześniej o kryzysie który rozpoczął się pod koniec 2014. Jedna z polskich sejsmicznych firm zbankrutowała i Anglicy po kosztach przejeli sprzęt. Potrzebowali tylko kogoś kto  potrafi go używać i wie co robi. Naturalnie przyszli do Polaków. I tak się tam znaleźliśmy. Swoją drogą zaskakujące jest jak wielu Polaków pracuje w różnych krajach i dzięki swojej pracy oraz kompetencji po cichu stoi za sukcesami wielkich marek…

Z tych grzybów zrobiłem pyszną zupę 🙂

Autobots – Roll Out!

No i ruszyliśmy podążając za naszymi liderami. Mieliśmy pracować dla Anglików i grać na ich terenie według ich zasad. Sęk w tym, że oni nie znali zasad sejsmiki… Na miejscu okazało się, że będziemy mieli też nowych kolegów w pracy 🙂

Kierowcy

Z racji tego, że przyzwyczajeni jesteśmy do ruchu prawostronnego to kierowanie przez nas pojazdami w Anglii było postrzegane potencjale zagrożenie. Hehe no tak HSE (nasze BHP) 🙂 Dlatego poza osobami które z założenia musiały prowadzić (np. kierowcy wibratorów, kierownictwo) reszta zespołów dostała kierowców 🙂 Niby dobrze…

Sęk w tym, że podwykonawcą była firma zatrudniająca byłych wojskowych. Dali nam do pomocy grupę weteranów po Afganistanie, Iraku itp. z różnym stażem. Z sejsmiką nie mieli wcześniej do czynienia. Niby dobrze bo teoretycznie zdyscyplinowani i wiedzą jak operować w terenie. Ale…

Droga do posiadłości.

To my mieliśmy być przełożonymi. Oni mieli się nas słuchać. Generalnie założenie było dobre ale…

Byli, dumni żołnierze brytyjskiej armii którzy zjeździli cały Świat i walczyli na wojnach mają słuchać się Polaków? Do tego w większości cywili? Nonsens!

Jeśli ktoś z nas miał ukończone studia wyższe i tytuł magistra to robiło na nich wrażenie. Tam edukacja jest droga. Jednak jeśli ktoś nie miał, do tego słabo mówił po angielsku… Czasem naprawdę było pod górkę. Bolało ich też to, że zarabialiśmy więcej od nich.

Mimo to sytuacja zawodowa byłych wojskowych nie jest kolorowa i jak ktoś chciał mieć tą pracę to musiał to zaakceptować.

Generalnie większość z nich była OK, dobrzy ludzie. Zdarzali się też tacy z traumami powojennymi którzy średnio potrafili się kontrolować. Trudny temat ale lepiej trzymać się od takich ludzi z daleka.

Permint

Permit to osobny dział który zajmował się pozwoleniami na wstęp z właścicielami ziemskimi. Podpisywali umowy, wyjaśniali na czym będą polegały prace itp.

Problemem było to, że restrykcje które permit nam narzucił były iście drakońskie… Nie mogliśmy korzystać z prywatnych dróg, można było chodzić tylko obrzeżami pól, nie można było sikać w terenie (xD) i inne takie sprawiały, że pozornie łatwa praca czasem stawała się katorgą… Dystanse które trzeba było pokonywać pieszo często z ciężkim sprzętem (nawet do 30-40kg) rosły do dziesiątek kilometrów.

Pola latem.

Najlepsze jest to, że właściciele ziemscy sami często uważali te obostrzenia za absurdalne no ale… Jak nie można wjechać to nie… Z jednej strony rozumiem racje permitu ale często to była gruba przesada.

Konflikt

Z racji obostrzeń praca często była ciężka. Kierowcy mieli nam pomagać momentami się “zacierali” czyli nie wytrzymywali fizycznie i psychicznie. Większość z nich pracowała w jakiś ochronach a tam się generalnie stoi. Zmęczeni i zdenerwowani ludzie bardzo łatwo popadają w konflikt. Kiedy kłócisz się z takim żołnierzem i patrząc na niego jakbyś słyszał jego myśli: “Mogę Cię zabić na 100 różnych sposobów i nawet nie potrzebuje do tego kubka…”.

Wiatraki na tle chmur.

Mi na szczęście udawało się unikać takich sytuacji. Trochę się na ten temat uczyłem i coś tam już przeżyłem. Zdarzało się, że występowałem w formie mediatora w konfliktach zarówno naszych polskich, jak i tych polsko-angielskich. Nie lubię jak ludzie którzy powinni stać ramię w ramię walczą ze sobą…

Ale to jeszcze nie wszystko…

Lokalna społeczność

Pisałem wcześniej o tym programie sejsmicznym. Generalnie brytyjski rząd dał dużą dotację firmie która zajęła się badaniami. Wyjaśniłem już, że jest to w ich interesie stanu wiedzieć o swoich zasobach. Sęk w tym, że w tych czasach kwestia wydobycia gazu jest bardzo kontrowersyjna. Dlaczego?

Bo w Europie panuje “zielone” lobby które promuje energetykę odnawialną kosztem konwencjonalnej. Mówią, że to przyszłość. Dlatego wszelkie poszukiwania są piętnowane a korporacje ekologiczne np. GreenPeace często po prostu szantażują różne inicjatywy czekając na gruube pieniądze. Nie mówię, że nie ma w tym części ideologicznej z którą się zgadzam. Szkoda tylko, że tak wzniosłe idee są wykorzystywane w taki sposób…

Piękny zimowy poranek.

Bo Wielka Brytania jest zamożnym krajem gdzie ludziom żyje się stosunkowo dobrze. Po co mamy wydobywać cokolwiek u nas jak możemy to kupić gdzieś indziej? Po co brudzić sobie rączki? Nie potrzebujemy więcej pieniędzy jeśli to ma być kosztem świętego spokoju. Ale…

Bez swoich złóż możemy mieć problem w przyszłości. Poza tym to nowe miejsca pracy, inwestycje, tańsze rachunki za gaz. Lokalna gospodarka wskoczy na wyższy bieg. Warto!

Zdania były podzielone. Jak zawsze. Warto coś robić? Czy może nie?

Dobrze to spuentował pewien starszy Pan spotkany przypadkiem któregoś dnia: “Teraz ludzie na każdy temat protestują. To może najlepiej nic nie robić i siedzieć? Jak im tak źle po co w ogóle rozpoczeliśmy rewolucję przemysłową? Można było dalej jeździć bryczkami…”.

Najemnicy

Po okolicy też rozniosła się wieść, że rozpocznie się nasz projekt i podobno zatrudnieni są jacyś wojskowi najemnicy. Do tego jacyś ludzie ze wschodu. Polacy chyba… A tam to już nie daleko do Rosji…

Wibratory majestatycznie mknął przez ściernisko.

Trochę tak byliśmy postrzegani. Lekko się nas bali i nie ma się co dziwić. Wyobraźcie sobie, że na obszarze wielkości powiatu kręci się non stop dużo różnych terenówek. Wszędzie ich pełno. Po angielsku nie mówią, nie wiadomo kto to… U nas w Polsce nie zważamy zbytnio na takie rzeczy bo jest generalnie bezpiecznie ale tam jest inna mentalność. I inna sytuacja…

Anti-Fracker

Lokalna społeczność miała różne poglądy na temat badań. Szczerze mówiąc większość odnosiła się albo pozytywnie lub neutralnie. Teren na którym miały miejsce poszukiwania jest byłym zagłębiem węglowym i ludzie żyli tam z wydobycia złóż od pokoleń. Trochę jak nasz Śląsk. W latach 80-tych XX wieku kopalnie zaczęto zamykać. Bezrobocie wzrosło, region podupadł i uważany jest za zadupie na mapie UK.

Sieć kanałów zbudowana do transportu węgla w czasach rewolucji przemysłowej.

Oczywiście na samą wieść o poszukiwaniach zaczęło zjeżdżać się z całego kraju grono profesjonalnych protestujących którzy obstawiają tego typu imprezy na całym Świecie. Buntują lokalną ludność, blokują przejścia itp. Wszystko w wiadomym celu. Stworzyli nawet swoją wioskę namiotową w ramach aktywnego protestu. Był ktoś kiedyś na Woodstocku? To wyglądało podobnie tylko rozbity nielegalnie na prywatnym terenie. I mniejszy 🙂 Policja ich przeganiała, stawiała barierki a Ci tylko odstawiali szopkę…

Piękny jesienny las. Pod liśćmi chowałem odbiorniki.

Tak czy inaczej okrzyknięto nas mianem “frackerów” chociaż sejsmika ma się do frackowania tak jak stolarz do spawacza. I jeden i drugi coś robi 🙂 Ale weź to wytłumacz zindoktrynizowanemu przeciętnemu Johnowi Smith’sowi.

W tych sytuacjach bardzo przydawali się nasi kierowcy którzy konsekwentnie tłumaczyli ludziom, że to są badania. To czysta nauka. Na co dzień oglądają takie rzeczy w Discovery. Jak słyszeli te słowa od Anglika reagowali znacznie lepiej.

Wyobraź sobie, że będąc Web Developerem jesteś na ulicy wyzywany od szatanów i szarlatanów. Dlaczego? Bo tworzysz internety a w internecie siedzi DIABEŁ! Taka logika mniej więcej.

I co z tym zrobić?

Tak czy inaczej mieliśmy kiepski PR. I nigdy nie wiadomo było jak zareaguje człowiek który się zbliża w Twoim kierunku. Bywało różnie 🙂 Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki zaczęliśmy rozumieć czego nasze stawki są tak dobre. Ten projekt był arcytrudny… Wszystko było jasne…

Robię badania na lotnisku. Przechodząc obok wirujących śmigieł poczułem co to lęk…

Ale narazie moja relacja jest nieco dramatyczna. Bo to tylko jedna strona medalu 🙂

East Midlands

Region na którym prowadziliśmy badania nazywa się East Midlands a nasz projekt od południowego wschodu opierał się o słynny las Sherwood. To właśnie tam miały miejsce legendarne przygody Robin Hood’a. Widziałem stare dęby pod którymi bohater wyznawał miłość swojej Marion 🙂

Bór sosnowy. Wygląda jak sprzed 65 milionów lat.

Tereny lekko pagórkowate. Dość ładne ale bez jakiś wyjątkowych walorów krajobrazowych. Anglia jest generalnie gęsto zaludniona więc pełno tam jest różnych wioseczek i miejscowości. Pola uprawne są poodgradzane od siebie murkami lub żywopłotami. Nawet nie wiadomo co sąsiad uprawia za miedzą w tym roku. Generalnie te murki, wioski, domki, wąskie drogi dają wrażenie takiej ciasnoty. Czasem wygląda to wręcz klaustrofobicznie. Nie ma uczucia dzikiej przyrody i przestrzeni jak mamy to chociażby w Polsce kiedy wyjedziemy za miasto.

Napewno ładne są stare angielskie kościoły. Masywne kamienne budowle o charakterystycznej bryle. Sporo tam też starych domów, dworów czy wręcz pałaców które potrafią być bardzo klimatyczne.

Ogranizacja pracy

Pracowaliśmy w systemie zmianowym 6 na 3 tzn. Sześć tygodni w pracy na trzy tygodnie w domu. Domyślnie przez 12h i siedem dni w tygodniu! W praktyce godzinowo wychodziło trochę mniej no ale codzienna praca przez 6 tygodni była bardzo wyczerpująca. Płacili tylko za przepracowane dniówki. Kierowcy nie mieli rotacji ale 1 dzień wolny w tygodniu. Każdy miał inny dzień.

Poranna rosa. Twoje buty są przemoknięte w 15 minut.

Codziennie rano kierowcy odbierali nas z kwater w zależności od okresu w godzinach 6-7 rano. Jechaliśmy po dyspozycje do centrum dowodzenia a potem w teren. Po wykonaniu zadania składaliśmy raporty, przywozili dane i fruuu do domu.

Seismic Harvester

Moim zadaniem było chodzenie po terenie,  bezprzewodowe ściąganie danych z odbiorników rozsianych po terenie, sprawdzanie czy wszystko działa, czy nic nie zostało zniszczone przez zwierzęta lub protesterów. Jak zepsute to naprawić. Niszczyli nam sprzęt na potęgę…

Wyobraźcie sobie, że drogowcy łatają dziury w asfalcie i rozstawiają pachołki i inne oznaczenia. W nocy ktoś przychodzi i rozrzuca te oznaczenia bo drogowcy nie powinni tego łatać. Ta dziura w asfalcie powstała naturalnie i nie powinno się w to ingerować. Trochę koloryzuje ale nie można akceptować wandalizmu. Wielu z tych ludzi teraz pluje sobie w twarz bo dostali wezwania do sądu i kary grzywny. Najpierw watro się zastanowić nad swoimi czynami…

Miasteczko na tle pól uprawnych.

W praktyce jechałem ze swoimi kompanami na dany teren a potem dużo chodziłem… Bywały okresy, że regularnie robiłem po 30km dziennie w terenie (pola, łąki, górki) w każdych warunkach atmosferycznych. Organizm dostawał w dupę ale wydolność rosła… Byłem bardzo zadowolony 🙂

3 Światy

Na projekcie funkcjonowały trzy równoległe światy. Dlaczego? Bo były trzy kontyngenty narodowe:

Polacy

Czyli my. Trzon grupy sejsmicznej. Największy i wyszkolony technicznie. Wiadome, że trzymaliśmy się razem, rozmawialiśmy po polsku i śmieli z podobnych żartów.

Anglicy

Czyli rodowici Anglicy. Poza tymi co byli gdzieś wysoko to głównie mówię o kierowcach. Wojskowych. Oni trzymali się razem wiadome bo wojsko, te same jednostki itp. Wspólne żarty, podobne historie. Naturalna wieź. Generalnie dobre chłopaki no ale wiadomo, jak to Anglicy trochę leniwi i przewrotni.

Fidżijczycy

Nazywani przez nas potocznie Fidzijamami. Skąd się tam wzięli? Heh mogę tylko zgadywać ale było ich sporo i też byli ex-wojskowymi. To była dla nas prawdziwa egzotyka.

Generalnie jak miałbym wybrać jedno z najdalej położonych miejsc od Europy to jednym z kandydatów byłoby Fidżi. Mały archipelag na środku Pacyfiku. Anglia go skolonizowała i wcielała mieszkańców do swojego wojska. Oni tam chętnie idą bo to jest dla nich szansa…

Aktualnie Fidżi jest postrzegane jako kierunek turystyczny, lazurowe wybrzeża i piękne plaże. Ale nie zawsze tak było… Jeszcze do XVIII/XIX wieku powszechny był tam… kanibalizm…

Gdzieś tam w oddali morskie fale grają swoją symfonię obijając się o skały.

Jeśli chodzi o ich wygląd to wyspiarze kojarzyli mi się bardziej z ludźmi np. z Hawajów czyli brązowa skóra, lekko skośne oczy natomiast rdzenni ludzie z Fidżi są całkiem inni. Czarna skóra, szerokie nosy, normalne oczy, coś podobnego do Aborygenów. Podobno na archipelagu jest też wyspa gdzie ludzie są inni i mają skórę… czerwoną. Istnieje legenda, że to jakieś plemię które przybyło z Azji wieki temu.

Wyróżniają się też sylwetką… Wszyscy wysocy tzn. 185cm+ i lubią jeść… Są po prostu ogromni… Niektórzy to jak ogry jakieś wręcz… Kiedy zastanawialiśmy co się tam mogło stać z małymi ludźmi to wnioski nasuwały się same… Selekcja naturalna 🙂

Kochają rugby. Nie chciałbym musieć przebijać się przez mur stworzony przez Fidzijamów…

Generalnie bardzo pozytywni ludzie. Dużo się śmieją a brzmienie ich języka niezawodnie mnie rozśmieszało. Ich wzajemna rozmowa to istny kabaret… Oni mówią to samo o naszym języku 🙂

Ja i Fidżijczycy

Kilku z nich było moimi kierowcami. Wszystkich (poza wyjątkami od reguły) cechowało to, że na początku się wykręcali od pracy. Bo bolą nogi, bo nie umie obsłużyć aplikacji z mapą, bo ma problemy ze zdrowiem, itp itd. Z czasem jeśli udało Ci się zdobyć jego szacunek to postawa się zmieniała o 180deg. Byli posłuszni, starali się pomóc, jak trzeba to brali na plecy ciężki sprzęt, starali się być na czas czy chociażby… bronili Cię w razie potrzeby. Uwierzcie mi, jak staje przed Tobą niemal 2 metrowa góra mięśni, czarna jak noc, która wie jak wyrządzić krzywdę to wszelkie formy agresji szybko nikną w Twojej głowie 🙂 Każdy chce dożyć kolejnego dnia. To wszystko sprawiało, że z niektórymi nawiązałem bardzo dobre relacje.

Afro rodem z Fidżi. Zrobione ukratkiem 🙂

Tan

Z nim pracowałem jako pierwszym. Na początku założenie było takie, że będą mieli podobne obowiązki do nas. Team 2-osobowy czyli Polak+kierowca, ale… szybko okazało się, że średnio czyta mapę (nie on jeden, Anglicy też nie byli wiele lepsi), gubi się w terenie, omija punkty… Raz wysłałem go na prostą misję a sam poszedłem na swoją. Miał potem podjechać mnie odebrać. Przyszło urwanie chmury, przemokłem do suchej nitki, zmarzłem i czekałem na niego… 2h… Byłem zły… Okazało się, że zgubił się na polu z pszenicą… Z taką armią to można zdobyć Świat 🙂

Całą koncepcję trzeba było zrewidować i wprowadzić teamy 3-osobowe tzn. 2 Polaków + kierowca. Wtedy wszystko działało znakomicie.

Wracając do Tana, mimo jego braków bardzo dobrze się z nim pracowało, był zdyscyplinowany i oddany. Bardzo go polubiłem. Zawsze narzekał, że schudł i robi się zbyt mały… W tym czasie mieliśmy pod-bazę na farmie z bydłem. Podziwiał krowy i byki. Mówił, że jego marzeniem jest otworzyć farmę z bydłem na Fidżi… Taka praca to ciągła rozłąka z bliskimi. Tym bardziej jak są na drugim końcu Świata. W trakcie projektu zrezygnował z pracy i wrócił do rodziny na Fidżi. Podobno kupił sobie łódź którą wozi turystów po rzece…

Api

To był dobry zawodnik. Wychował się w okolicy jednej z kopalń na Fidżi. Jego ojciec trenował boks i w młodym wieku musiał dużo trenować i walczyć. Z czasem wyrósł i miał ponad 190cm wzrostu. Taki czołg. Zostało mu.

Był na 2 turach w Iraku podczas wojny w 2003 roku i raz podczas wojny w Afganistanie. Nie na misjach. Na wojnach. Poza tym służył wiele lat. Mówił, że lubił zatracać się w ogniu walki i iść w bój bez zastanowienia… Berserker… Patrząc na niego byłem skłonny uwierzyć.

Teraz już uderza mu 40-tka i awanturniczy tryb życia odbija się na jego zdrowiu. Mimo to ma jeszcze trochę wigoru bo nie może się wyzbyć starego nawyku… Śmieje się ze sterydów. Jak widzi  na ulicy gościa który ćwiczy na siłce i bierze sterydy to bez ogródek krzyczy: “Steroid, steroid”. Mówił, że jak był młodszy to lubił się bić z takimi sterydami i spuszczać im łomot. Wierzył, że prawdziwa siła pochodzi od genów.

Wasu

W przeszłości należał do elity. Był snajperem. Nawet nie chcę wiedzieć ilu ludzi skreślił… Na tematy wojny nie mówił wcale. Nikt nie próbował pytać.

Niewątpliwie przejawiał wyższy poziom inteligencji niż pozostali nie tylko Ci z Fidżi. Miał wysoką pozycję wśród swoich. Mimo to był jakby z boku. Żołnierze nie lubią snajperów. Boją się ich.

Był niesamowicie przyjaznym człowiekiem. Bardzo miły, niemal zawsze uśmiechnięty. Wyglądało to trochę jak skrucha, pokuta przed Bogiem i chęć naprawy swoich grzechów. Był bardzo opanowany emocjonalnie. Wyprowadzenie go z równowagi nie było łatwe.

Kiedy czasem parkował auto i czekał w nim podczas gdy ja obchodziłem pobliskie pole dookoła sprawdzając sprzęt w odblaskowej kamizelce czułem się jak… kaczka… Widoczna z dystansu tylko prosząca się o to aby…

Życie

Historie tych chłopaków to jedne z wielu. Życie nie zawsze jest dla nas łaskawe i trzeba o nie walczyć. Jedną z cech których nas uczy jest pokora.

Gdzie zaprowadzi mnie ta ścieżka?

Kiedy spytani czy gdyby cofnęli się w czasie podjeli by takie same życiowe decyzje zgodnie odpowiadali… Nie…

Rum z Fidżi

Jednego razu jako podarunek dostałem butelkę lokalnego rumu z Fidżi. Po powrocie do domu bez zastanowienia postawiłem ją na stole aby wypić razem z chłopakami. Bo żaden z nas w życiu nie pił takiego specjału. Co się stało?

To jest petarda.

Pięciu 30-to latków wypiło butelkę 0.7 tego rumu i co? Wszyscy mieli bombę! Nie wiem co oni tam dodają ale nazwałem to fazą równoległą. Wrażenia innych były podobne.

Ekipa

Na początku wspomniałem o znajomych nazwiskach na projekcie. Wynajęliśmy sobie dom w Mansfield i tam rezydowaliśmy przez ten czas. Co się tam nie działo 🙂 Co przeżyliśmy to nasze.

Poza tym jako inicjatywa oddolna powołaliśmy do życia specjalną jednostkę Harvesterów o nazwie “Sokoły”. Opracowaliśmy status i zaprojektowałem logo. Potem zamówiliśmy naszywki i moja widnieje na kurtce Sokoła.

Logo Sokołów. Sam wykonałem.

Ekwipunek

Skoro już mowa o kurtce to wraz z trwaniem projektu ewoluował nasz strój. Na początku wszyscy dostaliśmy odblaskowy sprzęt który był w użyciu. Potem okazało się, że w trudnych warunkach nie zdaje egzaminu.

Stoje w ciuchach od firmy. Ta antena zwiększa mój zasięg o ok. 500m.

Każdy zaczął kompletować ekwipunek na własną rękę. Jeden z kierowców pokazał nam fajny sklep w okolicy gdzie można było kupić angielski wojskowy sprzęt z demobilu czasem nowy lub ledwo używany w znakomitych cenach. Buty, kurtki itp. Jak nastała jesień byłem już niemal cały w wojskowym Gore-Texie. Powiem Wam, że sprzęt tej klasy w sklepach out-dorowych to naprawdę duża kasa. Liczona w tysiącach.

Zimowy strój Sokoła. Kurta Sokoła pod Gore-Texem.

Samochody

Piszę tyle o kierowcach ale nic o naszych pojazdach. Na początku myślałem, że będę jeździł takim:

Niestety nie wyjechałem z magazynu.

Potem okazało się, że dostaniemy nowe Fordy Rangery. Do takiej pracy pseudo off-road’owej to auto było znakomite 🙂 System dźwiękowy też dawał radę.

Nasze wozidła.

Teren

W praktyce spędzałem bardzo dużo czasu chodząc i podziwiając przyrodę. Patrzyłem tylko jak zmienia się krajobraz. Było pięknie.

Fajnie było po żniwach kiedy wykoszono zboża. Można było chodzić na przełaj po ścierniskach. Jakie to było ułatwienie…

Krajobraz po żniwach.

Bardzo nie lubiłem chodzić po polach z rzepakiem… Nie wiem czy ktoś w ogóle to lubił.

Zwierzęta

Pastwisko z końmi.

W okolicy było też dużo zwierząt hodowlanych. Hehe było z nimi trochę przygód.

Generalnie konie są bardzo wścibskie. Chodzą za Tobą, chcą wiedzieć co robisz itp. Czasem są agresywne ale raczej rzadko.

A towarzystwo czego tu szuka?

Świnie to po prostu jakiś kosmos. Jak Cię zauważą to uciekają z kwikiem w popłochu, potem się zatrzymują jakby jakaś myśl się przybiła do ich głów a następnie wracają do Ciebie… Chcą jakiejś paszki pewnie 🙂

Dobra pasza w dobrej cenie! Tylko u mnie!

Owce to stan umysłu. Beczą bez opamiętania. Uciekają jak się zbliżysz na 10 metrów. Raz jeden czarny baran chciał mnie na rogi chyba wziąć. Nie było fajnie.

Bo napewno się schowacie w tej trawie…

Największym problemem były byki i krowy. Czasami takie wielkie, że lepiej nie było wchodzić do ich zagród… Nie miałem też nawet ochoty się zatrzymywać i robić zdjęć. Sorry, but not sorry.

Game Keeper i sezon myśliwski

Nawiązując do zwierząt to na jesień/zimę organizowane są strzelania. O co chodzi? W zamkniętych obszarach zjeżdża się grupa burżujów którzy za grube pieniądze strzelają do… bażantów i innych ptaków. Prowadzone są specjalne hodowle tych ptaków gdzie człowiek zwany Game Keeperem je karmi i pilnuje żeby nikt ich nie wypłoszył z terenów strzeleckich. Brzmi kuriozalnie ale oni traktują to bardzo poważnie bo to drogi biznes.

Taka tam… Ozdoba Świąteczna.

Mieliśmy w związku z tym wiele restrykcji w naszych pracach.

Te już nigdzie nie polecą…

Paradoksem jest to, że Brytyjczycy będący tak wielkimi orędownikami ochrony środowiska i dbania o prawa zwierząt nie mają u siebie dzikiej zwierzyny większej niż… zając! No dobra mają jeszcze borsuka. No ale o lisach, sarnach, dzikach czy jeleniach można zapomnieć. I oni wraz z resztą tych z zachodniej Europy uczą nas jak dbać o środowisko naturalne?

Ochrona

Wspomniałem o tym, że protestujący niszczyli nam dużo sprzętu. Aby temu zapobiec zatrudniani byli specjalni ochroniarze. Mieli jeździć po terenie i szukać sprawców. Nie powiem, że byli bez wyników ale generalnie to była praca w której się nie przemęczali. Wakacje.

Najlepsze jest to, że nasi kierowcy im strasznie zazdrościli bo tamci się opierdzielali i zgarniali lepszą kasę. Wytykali im niekompetencję (co było w zasadzie faktem) ale każdy myślał jak by się tu do nich wkręcić. To było dla nas dość zabawne 🙂

Pole z rzepakiem a na nim kwitną maki.

Co więcej?

Projekt obfitował w wiele ciekawych wydarzeń i zwrotów akcji. Nie sposób wypisać je wszystkie. Pracowaliśmy w lasach, polach, łąkach, pastwiskach, miastach czy posiadłościach Lordów. Zmagaliśmy się z ciężką pogodą, trudnościami organizacyjnymi, złą prasą, współpracą międzykulturową i samymi sobą. To była dobra szkoła.

I co teraz?

Spędziłem ten rok na poszukiwaniach w UK. Teraz mogę ze spokojnym sumieniem wrócić do Polski i zająć się tym co sprawia mi największą przyjemność. Praca na stosunkowo wysokim poziomie abstrakcji intelektualnej. Bo poszerzanie własnych horyzontów jest tym co warto robić w życiu.

Przez ostatnie dwa lata Front-End stał się moim stanem umysłu. Setki godzin spędzonych przy grafice wektorowej i kodzie odcisnęło swoje piętno. Jestem gotowy rozpocząć nowy etap i zacząłem szukać pracy jako Junior Developer.

Czerwiec. Kłosy zbóż jeszcze zielone.

Oczywiście we właściwym czasie zdam Wam raport z postępów jednak już teraz chcę zapowiedzieć coś wyjątkowego na weekend majowy 🙂 Napiszę dla Was coś specjalnego. Fajne i lekkie co mam nadzieję, że pomoże spojrzeć na różne kwestie nieco inaczej. Nie ma się co spodziewać cudów ale oby się spodobało.

Podsumowanie

Życie to przygoda. Mój ostatni projekt w sejsmice był prawdziwym życiem. Pełnym bólu ale i radości. Wróciłem z niego w dobrym zdrowiu. To był dobry rok.

Oby Wasza majówka była czasem godnym wspomnień 🙂 Bawcie się dobrze!

Print Friendly, PDF & Email

Bartek Cis

Piszę dla was tego bloga bo lubię aplikacje internetowe. Mogę je projektować, kodować a potem o nich pisać czując dreszczyk ekscytacji za każdym razem gdy trafię na coś nowego. Bo uczymy się całe życie. Prawda?